Chciał zrobić pogrzeb brata pod Krosnem. Proboszcz powiedział, że to nie jego sprawa

Chciał pochować brata, a proboszcz robił problem

Chciał pochować brata, a proboszcz robił problem (Google Maps | Google 2012 | (kadr))

Pan Jerzy niespodziewanie stracił brata. Jednak nie był to koniec przykrości. Ksiądz sprawiał problemy z pogrzebem, a potem publicznie go upokorzył.

Tuż po świętach Jerzego Rzepskiego spotkała rodzinna tragedia. W wieku 52 lat zmarł jego brat Adam, który do tej pory zajmował się ich 93-letnią matką. Na mężczyznę spadło wiele spraw, między innymi pogrzeb brata, którego zorganizowanie skutecznie utrudniał mu ksiądz.

Rzepski zaczepił duchownego z parafii we Wróbliku Królewskim na ulicy, gdy ten chodził po kolędzie. Jak opowiedział Gazecie Wyborczej, przeprosił, że niepokoi go na ulicy, ale sprawa była pilna. Mimo iż mężczyzna nie należał do parafii, ksiądz stwierdził nieuprzejmie, że wie o co chodzi i już doniesiono mu o sprawie.

Cierpliwy pan Jerzy z pokorą szedł za księdzem i liczył na chwilę normalnej rozmowy. Jednak okazało się, że to nie będzie takie proste.

A co ja mam do tego, on nie chodził do kościoła. Idź sobie do sołtysa - usłyszał od duchownego.

Rzepski jednak się nie poddał, poprosił o wyznaczenie terminu pogrzebu i wyjaśnił, że bez tego nie może załatwiać dalej żadnych spraw. Ksiądz tylko rzucił, żeby przyszedł do niego o 17 i wszedł do kolejnego domu.

 
Mężczyzna przyszedł o umówionej porze do kościoła. Poczekał aż ksiądz skończy odprawiać msze i spytał, kiedy ma przywieźć trumnę. Duchowny odparł, że "za chwilę" wiedząc, że o tej porze to niemożliwe. Kiedy Pan Jerzy spytał o sprawę jeszcze raz, ksiądz zaczął na niego krzyczeć i używać obraźliwych słów. Sprawiał również problemy z ustalaniem korzystnej dla Rzepskiego daty uroczystości.

Kiedy mężczyzna wyszedł z plebani i udał się do samochodu, duchowny rzucił w jego kierunku nieprzyjemne zdanie - "Pijany, a na dodatek przyjechał samochodem". Oburzony mężczyzna odpowiedział, że mogą wezwać policję i wtedy udowodni mu, że jest całkowicie trzeźwy.

Kolejne problemy pojawiły się w dniu pogrzebu brata pana Jerzego. Ksiądz proboszcz nie dołączył do konduktu pogrzebowego, co zmyliło niektórych wiernych, którzy też zostali w kaplicy. Obrządek odprawiony przez wikarego trwał krótko, a kiedy Rzepski chciał spotkać się z proboszczem w celu zapłaty za uroczystość, nie uzyskał informacji o terminie.

Gdy proboszcz odprawiał mszę świętą w niedzielę po pogrzebie, przekazał wiernym, że Rzepski nie zapłacił za uroczystość. Do absurdalnego oskarżenia dodał także, że pan Jerzy przyszedł do niego "pijany i domagał się pogrzebu brata". 

Mężczyzna zgłosił sprawę dziekanowi Kazimierzowi Gierze, doniósł także kurii. Kanclerz zapewnił, że sytuacja będzie wyjaśniana. 

- Mój brat nie wylewał za kołnierz. Ale nikomu krzywdy nie robił, opiekował się 93-letnią matką. Dlatego nie mogę zrozumieć tego, jak do jego pogrzebu podszedł ksiądz proboszcz - poskarżył się Wyborczej Jerzy Rzepski.

Przypomniało mi się coś innego. Też myślałaś, że to skrót od "Kacper + Melchior + Baltazar"? Napis na drzwiach oznacza coś zupełnie innego. KLIKNIJ TUTAJ i zobacz!

MottoMotto autor: Niezwykle