Otrzeźwiałam, gdy zmarli moli rodzice. Tak poznałam miłość życia [LIST DO REDAKCJI]

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne (fot. Pixabay)

List do redakcji

Od zawsze wiedziałam jak ma wyglądać moje życie, chciałam wyjść za mąż mieć czwórkę dzieci i wspaniałego męża. Mieliśmy zamieszkać w domu razem z moimi rodzicami, my na pierwszym piętrze, oni na parterze. Tata nawet wybudował osobne wejście, żebym kiedyś z mężem mogła się poczuć swobodniej.

Jako 19-latka poznałam Stanisława i wiedziałam, że to ten, przystojny, z tej samej wsi, z dobrego domu. Stasiek nie czekał długo i jeszcze przed pójściem do wojska mi się oświadczył. Czekałam cierpliwie aż wróci. Kiedy wrócił był odmieniony, widać było, że go nosi po świecie, raz wyjechał z naszej rodzinnej miejscowości i nie w smak mu było osiadać w miejscu. To był rok 1988, udało mu się załatwić wyjazd do USA, wtedy na miejscu był już jego kuzyn Edward, obiecywał, że jak wróci to za zarobione pieniądze wyprawimy ślub stulecia i wybudujemy własny dom. Nie podobał mi się ten pomysł, ale przełknęłam obawy i się zgodziłam, wiedziałam, że i tak wyjedzie. I znowu pozostało mi tylko czekać.

Czekałam, a on wysyłał kartki i listy. Kręcili się wokół mnie różni chłopcy, a ja wszystkich zbywałam, liczył się tylko Stasiek.

Znalazłam pracę w Spółdzielni Usług Mleczarskich, czas mijał, a kartki przychodziły co raz rzadziej. W końcu dostałam list od Edwarda, napisał, że Stasiek ma na miejscu dziewczynę, też polkę i dziecko. Ugięły się pode mną nogi, cały mój życiowy plan runął.

Wcześnie rano wyjeżdżałam do pracy. a późnym wieczorem wracałam. Tak lata mijały, a ja nic nie zmieniałam. W tym samym pokoju, w tej samej pracy i tej samej fryzurze od lat. Otrzeźwienie przyszło, kiedy umarli moi rodzice, zostałam sama w ogromnym dwurodzinnym domu. Zaczęłam umieszczać ogłoszenia w rubrykach towarzyskich, ale kandydaci to byli zwykle mężczyźni dziwni, albo po przejściach. Znajoma z mleczarni namówiła mnie na spotkanie z jej bratem. Tak poznałam Macieja. Miał wtedy 45 lat, był bardzo nieśmiały i trochę wycofany, ale ja też byłam trochę jak dzikie zwierzę. Po prawie 2 latach zdecydowaliśmy się na małżeństwo. Byłam niestety już za stara na dzieci, więc zdecydowaliśmy się na adopcję. Jednak pani w ośrodku adopcyjnym poradziła nam coś innego: Rodzinny Dom Dziecka. Długo zwlekalismy z podjęciem decyzji, ale w końcu to Maciej powiedział, że Bóg po coś nam zesłał taki ogromny dom. Zrezygnowałam z pracy w mleczarni i przygarnęliśmy 6 dzieci pod nasz dach. Czasami bywało naprawdę ciężko, nikt nie wie ile nocy przepłakałam, czasami naprawdę wspaniale, sama nie wiedziałam, że mam w sobie tyle siły. Przy dzieciach stałam się bardziej stanowcza i zorganizowana. W końcu zrobiłam prawo jazdy. Dzieci z domu dziecka to nie jest sam lukier, zdarzało się, że nas okradały, albo uciekały z domu. Ale przy odrobinie stanowczości i ogromnej dawce miłości można wszystko przezwyciężyć. Uwielbiam ten gwar w domu, kupiliśmy busa i jeździmy na wycieczki.

Teraz przeżywam więcej jednego dnia niż przez ostatnie 20 lat, i nie zamieniłabym tego na nic innego. Miałam na życie zupełnie inny plan, ale ten nowy, który dało mi życie jest znacznie lepszy. Dziewczyny z mojego rocznika cały dzień siedzą w fotelu czekając aż ich dorosłe dzieci zadzwonią i opowiedzą jak wygląda życie. Ja życie mam tu i teraz.

Jakie dotychczasowe przeżycie wpłynęło na Twoje życie/zmieniło je? Opisz na swój "plan B" w liście na adres niezwykle123@gmail.com

Nie tylko nasza czytelniczka musiała zmienić swój plan na życie, do kin wchodzi właśnie film "Plan B" w którym bohaterzy również muszą zmienić plany, gdy w ich życiu wydarza się coś całkiem nieoczekiwanego. Zobaczcie zwiastun:

 

MottoMotto autor: Niezwykle